poniedziałek, 2 lipca 2012

Bajkowe buciki

     Moje fantazje na temat przedmiotów czasami przechodzą ludzkie pojęcie i robię często z siebie pajaca, bo nie lubię życia, bo od zawsze bujam w obłokach. Zwyczajność i codzienność zawsze mnie przerastała, choć jest tak prosta i przewidywalna, choć mając odrobinę oleju w głowie zawsze można ją ogarnąć, jakoś. Ja jestem życiowo nieudolna, żyję w klatce i boję się wyjść na zewnątrz, za to fantazję mam w ciągłym ruchu. Wręcz czuję się nękana, bo nie mogę usiedzieć na miejscu, bo nie potrafię być przykładną matką i żoną, tylko ciągle kombinuję coś z niczego. A to pomaluję ściany po raz setny, a to kupię jakiegoś starego dziada, bo widzę go lepiej niż jest na chwilę obecną, czyli mebel, ciuch, rower, lub inny grat... Coś ściągam, wieszam, wbijam, wyrzucam, albo obcinam nożyczkami trawnik w ogrodzie, bo czuję że tak będzie mu lepiej...Tak sobie zmieniam świat po cichu, w obrębie mojego bytowania, ale zmieniam go tak, że nie istnieję dla nikogo i dla nikogo go nie zmieniam...Fantazja i zdolne dłonie to ból, bo czyni człowieka samotnikiem.
    Miałam cudować jakąś kreację, ale się ostatecznie nie wykreowałam pod okiem aparatu. Butki zrobiłam już jakiś czas temu, a pierwszy raz wybrałam się w nich do kina na najnowszy film Tima Burtona "Mroczne Cienie". Jako wielbiciel jego estetyki stwierdziłam, że będzie to odpowiednia okazja na debiut moich starych-nowych butków. Pod koronki, aksamity i leśne owoce dorobiłam sobie jeszcze broszkę. Poniżej znajdziecie dowód mojej fantazji i samotności w postaci bajkowego art recyklingu. 










***

czwartek, 28 czerwca 2012

Rockowe malunki

    Świętuję sobie dzisiaj w obłokach mojej głowy, wspomnień, miniaturek, których nie potrzaskałam w chwilach słabości, czyli czczę cztery lata mojej miłości...choć lat ma o wiele więcej...
    
    Chcę też wrzucić dzisiaj fotograficzny dokument mojej ostatniej pracy. Malowałam korytarz prowadzący do Rock Pubu w Dolinie Charlotty niedaleko Słupska. Przeplatające się gitary, szablony i dekoracyjne koła, które wyszły formą od płyty winylowej, miękko falujące gryfy gitar i wychodzące ze sztywnych ram klawisze klawiatur. Pracowałam sobie od rana do wieczora, dzięki czemu, natchniona chyba jakąś kosmiczną energią, zdołałam zamknąć wszystko w czasie dwóch tygodni. Nigdy się nie dowiem jak tego dokonałam, może to był tylko sen...a może nie...może narodził się nowy gigant malarstwa monumentalnego;) Czekam na rozwój wydarzeń i potwierdzenie wszystkich miłych słów, jakie usłyszałam podczas tej pracy...
















***

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Daleko od domu

   Ciągle uczę się życia, jak mała dziewczynka płaczę, kiedy nie dostanę tego czego chcę, lub pragnę, lub się spodziewam, lub sobie wymyśliłam...Jestem najlepsza i najgorsza...Ciągle niezadowolona i zakompleksiona. Pobijam większość na głowę, kończę studia z wyróżnieniem, ale wciąż mam niedosyt, bo muszę być doskonała. Czy siedzę, czy stoję, mam przez całą duszę i ciało wrośnięty kij, który sprawia, że nie mogę się nagiąć w żadną stronę. Kiedyś było inaczej, dzisiaj zastygam jak zgaszona świeca. Jedna chwila i jestem nikim. Jedna chwila i rozwijam gigantyczne skrzydła....Emocje mam ciągle na poziomie dziecka, wrażliwość, czy też brak rozsądku i opanowania pisze moją historię, nudną, smutną, choć z boku błyszczy i razi kolorami..Każdą swoją małą bajkę przepuszczam przez palce, nie gromadzę ich na półce, nie czytam ponownie, nie kompletuję obrazu radości, nie tworzę tarczy, tylko mięknę, jak plastelinowy ludek przyjmuję każdy cios ze śladem na istnieniu. Chyba ciągle śpię, jednak, nie królewna, bestia w jaskini swoich potworności.












***

poniedziałek, 11 czerwca 2012

piracka miętówka

  W deszczową sobotę wybraliśmy się na wesele. Miałam okazję założyć moją miętówkową kiecuszkę, którą nabyłam całkiem niedawno, kompletnie w niej zakochana. Ten kolor koi, uspokaja, dobrze nastraja, zupełnie nie kojarzy mi się ze szpitalnymi korytarzami, jak stwierdził to mój mąż...cóż...Dla mnie to odcień nieba, ten trochę anielski, troszkę boski, bajkowy, i lekko wkradający się w małe płatki niezapominajek...Tylko nosić i się przytulać, otulać, rozpływać. Idealnie pasuje do miłości, parkowych scenerii i asymetrycznego kroju. 
  Oprócz cudnej mięty posiadam w tej kreacji kuferek na zapałki, tak sobie go nazywam, bo nic więcej się w nim nie mieści.  Piracki frak został zdobyty na wadze w sh, wiem, wiem, jestem szmatkowym szczęściarzem. Bolerko z koronek, moje ślubne, miałam pierwszy raz okazję, żeby go założyć od czasu mojego własnego ślubu. Miłym doświadczeniem było, że nie pękło na plecach przy pierwszym wygibasie parkietowym, a jeszcze niedawno zapewne tak by się stało, o ile wcisnęłabym w nie swoje pulchne ramiona. Przy okazji się pochwalę, że rozmiar 42 zarzuciłam na dobre, rozmiar 40 bywa za duży, choć wciąż mój, a po rozmiar 38 zaczynam sięgać, narazie niepewnie, ale zdarza się że jest w sam raz, w co ciężko mi uwierzyć. Ciągle ze mnie bardziej ciapek niż laska, ale zaczęłam się dobrze czuć w swoim ciele, a to bezcenne.












***

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Jeż

***
odwiedził mnie jeż
jeż to fajny zwierz
szpera po ogródku
tupta sobie w smutku
bo nie przyszło mi do głowy
żeby zasiać jakieś plony
co by jeż, ten fajny zwierz
mógł sobie smacznie zjeść












***
co skąd, nie pamiętam, coś tam, coś tu i tak siebie stroję znów...
***

środa, 30 maja 2012

Wilk

Chociaż moim psim ideałem są zarośnięte kundle o terierowatych korzeniach, to uwielbiam wilcze mordy. Są majestatyczne, tajemnicze, rdzenne i ich kolorystyka jest bezbłędna, idealna. Do tego idą za nimi bajki, baśnie, legendy, między innymi te które lubię najbardziej, czyli wampiryczne. Dlatego właśnie kupiłam koszulkę z wilczym obliczem, mimo że koszulka jest jakiegoś gigantycznego rozmiaru. Wymyśliłam sobie jednak, że będę ją nosić z inną, lepiej dopasowaną, pod spodem. Posiadłam w ten sposób swojego własnego wilka, nie czyniąc tym nikomu żadnego kłopotu. 
Ciała mi ubywa, więc czuję się coraz lepiej. Myśli mi przybywa i to tych pozytywnych, więc też wpływają na moje lepsze samopoczucie. Bywa, bo musi, że padam na twarz, popełniając błąd ten co zawsze, analizy sensu istnienia, ale jakoś się podnoszę, bo też muszę i potem wiosenny klimat i życzliwi mi ludzie robią resztę. 
Dzięki temu, że mroki śpią, narobiłam ostatnio mnóstwo krawieckich przeróbek, a nawet przerobiłam sobie buty na bajkowe ( zademonstruję niebawem ), ba... nawet stałam się małym budowlańcem i położyłam sobie kafelki na balkonie i tarasie. Jak ktoś zna skuteczny i szybki sposób na regenerację dłoni, to poproszę, bo mam papier ścierny zamiast skóry...








Koszulka z szafy, narzutka i wisiorek to prezenty, reszta mało istotna:)

***

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...