Moje fantazje na temat przedmiotów czasami przechodzą ludzkie pojęcie i robię często z siebie pajaca, bo nie lubię życia, bo od zawsze bujam w obłokach. Zwyczajność i codzienność zawsze mnie przerastała, choć jest tak prosta i przewidywalna, choć mając odrobinę oleju w głowie zawsze można ją ogarnąć, jakoś. Ja jestem życiowo nieudolna, żyję w klatce i boję się wyjść na zewnątrz, za to fantazję mam w ciągłym ruchu. Wręcz czuję się nękana, bo nie mogę usiedzieć na miejscu, bo nie potrafię być przykładną matką i żoną, tylko ciągle kombinuję coś z niczego. A to pomaluję ściany po raz setny, a to kupię jakiegoś starego dziada, bo widzę go lepiej niż jest na chwilę obecną, czyli mebel, ciuch, rower, lub inny grat... Coś ściągam, wieszam, wbijam, wyrzucam, albo obcinam nożyczkami trawnik w ogrodzie, bo czuję że tak będzie mu lepiej...Tak sobie zmieniam świat po cichu, w obrębie mojego bytowania, ale zmieniam go tak, że nie istnieję dla nikogo i dla nikogo go nie zmieniam...Fantazja i zdolne dłonie to ból, bo czyni człowieka samotnikiem.
Miałam cudować jakąś kreację, ale się ostatecznie nie wykreowałam pod okiem aparatu. Butki zrobiłam już jakiś czas temu, a pierwszy raz wybrałam się w nich do kina na najnowszy film Tima Burtona "Mroczne Cienie". Jako wielbiciel jego estetyki stwierdziłam, że będzie to odpowiednia okazja na debiut moich starych-nowych butków. Pod koronki, aksamity i leśne owoce dorobiłam sobie jeszcze broszkę. Poniżej znajdziecie dowód mojej fantazji i samotności w postaci bajkowego art recyklingu.
***
















