poniedziałek, 24 listopada 2014

Pod kluczem

         Świat wkoło upodabnia się nieco do mnie, czuję się coraz bardziej ukryta. Podchodzę do krzaka, drzewa, ulicy, domu, drugiego człowieka i mnie nie widać...Dobrze mi z tym...Jestem podobna całkiem do każdego elementu przestrzeni.






buty - dr. Martens Diva Darcie, wisiorek - Cynamoona

poniedziałek, 3 listopada 2014

Liście

             

Wiszę sobie cicho
jak ten szary liść...
Spadam sobie lekko
jakbym musiał iść...

Padam twarzą w błoto
jest mi bardzo źle...
Wiatr otulił chłodem
ktoś nadepnął mnie...















pajęczyna - Elżbieta Lipka, torba - Aga Los , buty - Venezia

wtorek, 7 października 2014

jeszcze nie wiem...

           Owinięta w coraz większy kłębek wchodzę w strefę jesieni. Jesień to pora kamuflażu i zasuszania. Będę się otulać pozszywanymi kawałkami dzianiny, wełny i bawełny, udając spadający liść, który potem pod warstwą deszczu, błota i zimna przybiera szaro-burą formę ażurową. Już na wstępie październikowym emanuję chłodem. Według opinii publicznej jestem wredna, podła, chamska i zimna jak głaz, a spod skóry, w okolicy serca, wyłażą mi już kolce. Chłód przyprawia mnie o siwiznę, miękkie, sine podkówki, falujące elementy ciała, ciszę...Wydeptałam sobie ścieżki i straciłam zapał do dalszych wędrówek. Oddycham w sposób niepotrzebny, a inni tracą, umierają...Jestem rozrzutna i chciałabym oddać każdemu po trochu to, czego mógłby chcieć ode mnie, bo mnie niepotrzebne, nie mam pojęcia jak wykorzystać swoje umiejętności. Myślę o Aniołach i nie czuje ukojenia i nie rozumiem wyjaśnień. Pustka jaką zostawiają jest nie do zapełnienia, a ja o tym myślę, choć to nie moje podwórko. Chodzę i myślę, a każda z tych myśli jest jak żyłka, od której puchnie głowa, jest jak złamany kwiat, jak kolejny kolec...Chodzę i zbieram, to tu coś zobaczę, tu usłyszę, tu przeczytam i potem ciągnę ciężki worek. Nie nadaję się do radości, jestem jak radar do wykrywania nieprawidłowości. Pikam, pikam, pikam...i nie widać końca, a ja żyję tak jakby miał przyjść zaraz. Głupie.














środa, 24 września 2014

Frida Kahlo - Dwie Fridy

          Niedawno miałam okazję wziąć udział w konkursie pt. ' Najpiękniejsze kobiety z obrazów' organizowany przez portal szafa.pl. W swoim zabieganym życiu nie mogłam sobie odpuscić takiej zabawy i znalazłam czas, żeby trochę się poprzebierać i pofotografować. Mój wybór nie mógł paść na innego twórcę niż Frida Kahlo, bo to istota magiczna w moim życiu. Jej biografia sprawiła, że w pewnym momencie wszystko wkoło się zmieniło i miała też wpływ na pewne decyzje. Kiedyś przymierzałam się do namalowania kopii któregoś z jej obrazów by mieć go przy sobie. Wiadomo, że wybór jest trudny, kiedy lubi się sporą ilość dzieł i do tej pory tego nie zrobiłam. Jednym z tych ulubionych przeze mnie jest podwójny autoportret Fridy 'Dwie Fridy'. Zapraszam Was do obgadania mojej interpretacji i dodatkowo do obejrzenia innych prac konkursowych na stronie http://szafa.pl/najpiekniejsze.html
                 Moje 'Dwie Fridy' zdobyły III miejsce. 



wtorek, 19 sierpnia 2014

Będę jak majowy listek...

  

że nie mogę już z Tobą
na sny się umawiać
szepcze mi anioł
do okna przypięty

czas na nadgarstku
z Twym oddechem noszę
zapachem uciechy
szczyptą erotyzmu

dokąd pobiegły
dzieci kolorowe
co się za rękę chwycić
wstydziły przy sobie

mogiły boleści
wyrastają nagle
do pełna napchane
trupami ich marzeń

jak grabarz zachodzę
i robię im miejsce
bo jutro, pojutrze
znowu ich przybędzie
a może...

a może gdy wrócisz
będzie pełne słońce
słoneczników tarcze
ochronią ten domek
gdzie dzieci ukryły
coś z tych dobrych wspomnień

a może gdy wrócisz
chwycisz mnie za rękę
przytulisz, przyciśniesz
złożysz pocałunek
przysięga nie będzie
tak bezwstydnie naga
okryje się szatą bajkowego skrzata

będę piekna i wiotka
jak majowy listek
oddychać przez Ciebie i
 chować się w ramionach
a jak zamknę oczy
i otworzę jeszcze
to znikną wszystkie
ciężkie i ponure deszcze...







środa, 13 sierpnia 2014

Biała stopa

 Kolejna przeróbka, która dopiero w tym roku doczekała się końca. Było cięcie, malowanie, szycie i obdzieranie podeszfy z trapera...Materiały użyte to: stare buty, torba i bluzka (!) Taki oto efekt...





wtorek, 22 lipca 2014

Czerwone trzewiki

...Są podobno symbolem nieskazitelnego, osobiście utkanego według potrzeb i marzeń życia. Jednocześnie symbolem utraconych wartości. Noszę sobie czasem czerwone trzewiki i zawsze miały dla mnie moc przenoszenia w inny wymiar. Kiedyś napisałam opowiadanie o czerwonych drzwiach, które przenosiły w inny świat...Czerwona szafa, czerwona sukienka, czerwień jak krew, czerwień życiodajna lub czerwień symbolizująca wykrwawienie, utracenie a nie drapieżną, nieograniczoną siłę.  Najlepiej czuję się pod wielkim rondem kapelusza, kiedy mnie nie widać. Czy w którymś momencie ktoś przestał mnie komplementować, czy kiedyś to robił, czy robiło to na mnie wrażenie? Pod rondem kapelusza jest wielka, czarna dziura. Nie ma piękna, jest kompleks. Infantylne pożeranie pluszowych misiów, owieczek i kotków. Pielęgnowanie zapomnianych lalek. Zawieszanie koronek i haftowanych kwiatków. Ręcznie dziergane dywaniki, ręcznie szyte serduszka, bo to co robi się samemu jest lepsze od czegokolwiek. Kiedy robimy coś sami od podstaw to jesteśmy potem dumni, więc kiedy stajemy się sami za siebie odpowiedzialni, to jest to największa wolność i największe źródło energii, którą potem, pomnożoną, można się dzielić. Czy ja kiedykolwiek utkałam sobie sama swoje czerwone trzewiki? Chyba tak skoro ciągle bije mi szybciej serce, kiedy patrzę na ich podróbkę...Już nikt nie zabroni mi po nie sięgnąć...Mój głód wyzwala we mnie bestię żądną własnej woli.




 zdjęcia Marta Tłuszcz

czwartek, 26 czerwca 2014

Cynamonowa dziewczynka

       
        Jeszcze niedawno wyglądałam normalnie, w miarę. Dzisiaj moja waga dokonuje pomiarów, dzięki którym dłonie sięgają mi kolan, a czołem szoruję o podłogę, zostawiając na niej ślady łez. Wystraszona dusza ucieka daleko i nie ma mnie kto pilnować. Jak szczur zaglądam w każdy zakamarek, szukając słodkiego ukojenia. Obciążona genetycznie krytyczną myślą, chorym sercem i cukrzycą myślę, że jak nie ozdrowieję teraz, to już mi się to nigdy nie przytrafi. Zostaje mi coraz mniej czasu na przebudzenie. Staram się ruszać, żeby zamarzające pomysły mnie nie unieruchomiły, ale to działanie zaczyna hamować i boję się co będzie, jak mój mechanizm zatrzyma się na dobre. Próbuję się dokopać do swojej cynamonowej dziewczynki, żeby przytulić w chwilach słabości i nauczyć się od niej naturalności i bezwzględności w pomysłach. Do dziewczynki, która miała prawo chodzić rozczochrana, chodzić w spodniach i siedzieć z rozkraczonymi nogami, do dziewczynki która plecie i przeplata o pogrzebach, trumnach i duchach, która maluje spodnie farbami i spina dziury agrafkami, która farbuje włosy na rudo, pali papierosy a na ścianach zamiast tapety przykleja gazety. Wszystkich tych rzeczy mi zabraniano. Dzisiaj czuję, że nie wolno mi być sobą, że wszyscy muszą mnie lubić, że nikt nie może powiedzieć o mnie złego słowa. Muszę być miła i bezproblemowa dla otoczenia. Jednocześnie powinnam malować ładne obrazy, które ktoś zechce powiesić sobie na ścianie nad łóżkiem bądź kanapą w salonie. Ludzie chętnie doradziliby mi jakich kolorów używać, jak gęsto nakładać farbę i jakie tematy poruszać. Tymczasem, ponure obiekty i inspiracje gromadzą się w mojej głowie i robi się tam bałagan. Nie wiem za co się zabrać. tak sobie tyję na wielu płaszczyznach. Siadam i nic nie robię, bo nie wiem po co sięgnąć najpierw, w co się zaangażować. Moja tęsknota robi się cięższa ode mnie, zaczynam mieć problem, żeby ją ze sobą dźwigać. Czasem kusi mnie żeby ją zostawić, porzucić, nigdy po nią nie wracać. Dopasować się, stać się ukochaną, cichą i pokorną uczestniczką życia. Problem w tym, że ona jest przyrośnięta, a ja ciągle boję się ją odciąć, bo boje się, że wtedy to już całkiem umrę i będą nici nawet z tego ułożonego i cichego powielania stereotypów. Dlatego ciągle jej szukam, tej przestraszonej duszy, tej schowanej dziewczynki, która utknęła w szeregu i ciężko ją dostrzec, przyciągnąć, pocieszyć...
        Też macie z tym problem, czy szereg jest dla was atrakcyjnym miejscem i spełnieniem roli w życiu?Nie uwierzę, że wszystkie lubicie zaliczać podpunkty prawego funkcjonowania w społeczeństwie. Jak znosicie bycie miłą dla ludzi, których nie trawicie, tylko po to, by nie ukruszyć nic ze swojego porcelanowego, idealnego wizerunku?





 zdjęcia Marta Tłuszcz

piątek, 20 czerwca 2014

Lalka II

         Zajęłam się przeżywaniem, pisaniem i naprawianiem życia i zniknęłam. Nie na zawsze jednak. Potrzeba sięgania po działania inne niż praca, dom jest niezwykle silna. Oddzielenie tych działań od codzienności też dobrze zrobiło. Poczucie wyjątkowości i ważności stało się mocniejsze. Kiełkuje sobie świadomość i siła, a uczucie jest bardzo przyjemne i nieznane dla mnie wcześniej. Mimo potworów, które kroczą ze mną i co jakiś czas zaglądają mi w oczy , by sprawdzić czy przypadkiem nie gaśnie w nich życie, idę sobie do przodu. Jeszcze nie dziarsko, to dla mnie bardzo obce, ale całkiem sprawnie. Jeżeli ta droga nigdzie mnie nie zaprowadzi , wybiorę inną, a taką możliwość uważam już za sukces...


zdjęcia Marta Tłuszcz








***

ściany falują
od wiatru jej duszy
kolory
na karuzeli wzroku
skaczą z miejsca na miejsce
dźwięki 
szczerzą kły
kiedy staje twarzą w twarz
lustro kruszy się w pył


r. 2001




sobota, 26 kwietnia 2014

Czerwona jak cegła

       Trzydziesta trzecia rocznica rozpoczęcia tułaczki przez ludzki tunel boleści. Pod czujnym okiem udało mi się dotrwać do chwili, kiedy znalazłam swoje miejsce na ziemi. To było wnikliwe oko. Nigdy nic sobie nie złamałam ani nie otarłam się o śmierć. Jedynie zepsułam sobie skrawek ciała bezpowrotnie i boleśnie, wykorzystałam moment, kiedy oko było zwrócone w inną stronę. Potem już nikt niczego nie kontrolował. Podejmowałam sobie decyzje, jak w grze, nie biorąc pod uwagę, że gdzieś popełniam jakiś błąd. Mam wciąż zakrzywione poczucie, że w pakiecie mam kilka żyć. Czy chciałabym coś zmienić? Zdecydowanie. Jedną z tych rzeczy jest lenistwo, które oplata mnie jak bluszcz. Zaniedbana pod względem panoszącej się rośliny, już prawie mnie nie ma. Jestem jak macewa ukryta wśród drzew. Coś skrywa, ale już nikt nie pamięta co. Sama zaplotłam się w kokon i złożyłam do grobu. Więc przydałby mi się mały porządek na stole, gdzie panoszy się stado farb, pędzli i materialnych osobliwości z historią nadgryzioną wilgocią lub kornikiem. Stare zdjęcia, skrzyneczki, listewki...Nie ma na co czekać. Dałam sobie spory zapas. Przez siedem lat muszę uporządkować ten stół, a śmieci wysłać w świat jako wartościowe dzieła. Jeżeli ktoś chciałby mi czegoś życzyć, to właśnie tego...












Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...