Sukienek w groszki mam trzy tysiące, w tym aż trzy granatowe w białe groszki i czwartą, która leży koło maszyny i czeka na uszycie. Reszta to groszkowa paleta barw. Groszki mnie osaczają, sprawiają że jak pijana olewam wszelkie braki pieniędzy potrzebne na istnienie i pakuję do torby wszystko co groszkowe. Oczy też wędrują za groszkami ignorując przejawy jakichkolwiek innych wzorów. Tak mam, a to zapewne jakieś migawki świata retro, które przesłaniają mi często umysł, bo nie wiem co mi się wydaje, że taka sukienka to jakiś wehikuł czasu, czy co? Moja babcia bardzo lubiła groszki, więc we krwi pewnie też płynie mi jakieś zboczenie.
Druga babcia za to, znając pokłady moich ciuchów, powiedziała mi dzisiaj, że trzeba korzystać z mody póki człowiek młody, bo staremu to się już potem nic nie chce. Trochę prawdy w tym jest, utwierdziła mnie przy okazji w tym że mój nałóg nie jest taki zły, a takie utwierdzenia chłonie się wyjątkowo łatwo. Zastanawiam się tylko, co się stanie z tymi moimi wszystkimi cudami, skoro urodził mi się syn?...
sukienka atmosphere sh, koszyczek h&m sh, buty promod, sweterek sh
***





















