Zaczynam od nowa. Wielkodusznie pogodziłam się ze stratą pewnych rzeczy. Chociaż, spodziewam się że jeszcze niejednokrotnie odczuję pod klatką mały kocioł. Znowu zaszywam się w moim pracowniczym kącie, który ostatnio nasiąka zapachem terpentyny, bo ktoś zażyczył sobie niebieski rower. Też bym sobie zażyczyła, ale taki na który będę mogła sobie wsiąść i zwiedzić muzeum budzącej się do życia przyrody. Ciągle sobie powtarzam że już zaraz będzie marzec, a marzec to wiosna. Tymczasem znowu ziemia ściągnęła skórę, a ja musiałam z płaszczyka przerzucić się na futro. Futro zostało wchłonięte do szafy dawno temu, bo rozmiar dziecięcy przestał mnie obejmować, ale o dziwo, znowu się w nie mieszczę i korzystam z jego ciepłoty. Mimo że to sztuczne futro, całkiem fajnie grzeje i nie jęczy. Buty też trzeba było założyć z futrem.
Miałam troszkę muzyczne dni. Zaliczyłam koncert Slasha, dostałam walentynkę w postaci płyty Cradle Of Filth oraz koncertu Slasha na dvd i zaliczyłam klubowy Tribute to Deep Purple. Odmłodniałam, postrzępiłam włosy i nadwyrężyłam kark. Dalej walczę z nadwagą i mam miesiąc na zrzucenie 3 kg...Póki co, chowam się w futrze, na nogach ukrywam skórkę pomarańczową i wyglądam jak niedźwiedź.














