Świat wkoło znowu udaje że jest niewinny. Pod płaszczykiem migoczących gwiazdek i ciszy chowają się demony śmierci. Pod białym dachem, chłodną łuską z ceramiki, szklanym puchem, szkieletem z martwych drzew schował się tuptuś z czterema łapkami. Ma ogonek jak sznureczek, ma dwa ślepka, mały nosek, sierść jak jesień. Jego schronienie już nie jest bezpieczne, bo wczorajszej nocy przemaszerował mi kilka razy nad głową, zostawiając w ścianie dźwięki swoich śladów. Przetestował lampki na choinkę, kilka ozdób i zapewne parę rzeczy, o których jeszcze nie wiem, zamieniając je w małe, bezużyteczne fragmenty. Obawiam się, że może już nie żyć. Co za paradoks, intruz i bezbronny szukający schronienia w jednym. Taki mały "Strych zły", bo zaraz ktoś tam straci życie lub już stracił, a ja staję się mordercą we własnym domu...
Do domu przybył jeszcze jeden gość, tym razem proszony i zostanie na dłużej...
...a na wyprzedażach można kupić nie tylko ciuchy:)












