wtorek, 19 lutego 2013

"Strych zły"

     Świat wkoło znowu udaje że jest niewinny. Pod płaszczykiem migoczących gwiazdek i ciszy chowają się demony śmierci. Pod białym dachem, chłodną łuską z ceramiki, szklanym puchem, szkieletem z martwych drzew schował się tuptuś z czterema łapkami. Ma ogonek jak sznureczek, ma dwa ślepka, mały nosek, sierść jak jesień. Jego schronienie już nie jest bezpieczne, bo wczorajszej nocy przemaszerował mi kilka razy nad głową, zostawiając w ścianie dźwięki swoich śladów. Przetestował lampki na choinkę, kilka ozdób i zapewne parę rzeczy, o których jeszcze nie wiem, zamieniając je w małe, bezużyteczne fragmenty. Obawiam się, że może już nie żyć. Co za paradoks, intruz i bezbronny szukający schronienia w jednym. Taki mały "Strych zły", bo zaraz ktoś tam straci życie lub już stracił, a ja staję się mordercą we własnym domu...




    Do domu przybył jeszcze jeden gość, tym razem proszony i zostanie na dłużej...



    ...a na wyprzedażach można kupić nie tylko ciuchy:)



niedziela, 17 lutego 2013

Niedźwiedź i skórka pomarańczowa

Zaczynam od nowa. Wielkodusznie pogodziłam się ze stratą pewnych rzeczy. Chociaż, spodziewam się że jeszcze niejednokrotnie odczuję pod klatką mały kocioł. Znowu zaszywam się w moim pracowniczym kącie, który ostatnio nasiąka zapachem terpentyny, bo ktoś zażyczył sobie niebieski rower. Też bym sobie zażyczyła, ale taki na który będę mogła sobie wsiąść i zwiedzić muzeum budzącej się do życia przyrody. Ciągle sobie powtarzam że już zaraz będzie marzec, a marzec to wiosna. Tymczasem znowu ziemia ściągnęła skórę, a ja musiałam z płaszczyka przerzucić się na futro. Futro zostało wchłonięte do szafy dawno temu, bo rozmiar dziecięcy przestał mnie obejmować, ale o dziwo, znowu się w nie mieszczę i korzystam z jego ciepłoty. Mimo że to sztuczne futro, całkiem fajnie grzeje i nie jęczy. Buty też trzeba było założyć z futrem.

Miałam troszkę muzyczne dni. Zaliczyłam koncert Slasha, dostałam walentynkę w postaci płyty Cradle Of Filth oraz koncertu Slasha na dvd i zaliczyłam klubowy Tribute to Deep Purple. Odmłodniałam, postrzępiłam włosy i nadwyrężyłam kark. Dalej walczę z nadwagą i mam miesiąc na zrzucenie 3 kg...Póki co, chowam się w futrze, na nogach ukrywam skórkę pomarańczową i wyglądam jak niedźwiedź.





wtorek, 12 lutego 2013

Bez serca....(?)

     Nigdy nie czułam się w sobie dobrze. Nigdy nie byłam zadowolona z tego jaka jestem. Nigdy nie kochałam siebie na tyle, żeby nie potrzebować naśladować innych. Z czasem ubywa mi tego z czego mogłam się cieszyć i korzystać. Za późno rozumiem swoją niewiarę, bo czas się nie cofa. Mogę zmienić teraz, ale ciągle wisi nade mną wczoraj...Mam wrodzoną wadę serca, które nie potrafi kochać...(?) Kiedy analizuję dochodzę do strasznych wniosków. Najbardziej bolesny jest egocentryzm, dziecięca samotność, która skazała mnie na cichą zagładę we własnym wszechświecie. Depresja to etap przejściowy, ale zostawia dziury na całości. Każde wydarzenie nasycone krzykiem lub obojętnością uświadamia mi wadliwość systemu. To trudna świadomość, bo blokuje jakiekolwiek działanie...Zastanawiam się w którym momencie skończył się mój bunt i potrzeba imponowania, to był zły moment...Widzę teraz czubek własnego nosa i tylko na nim się koncentruję, ja biedna, ja zaniedbana, ja zapomniana, ja przeszkadzająca, ja niezdolna itd. itd. Zamiast skorzystać z własnej wyobraźni idę ciągle linią boczną i tylko od czasu do czasu śmignie mi przed oczami pośpieszny. Dzisiaj chciałabym do niego wsiąść, bo mam fajny bagaż tylko trochę niepoukładany...





   Na ostatnim zdjęciu przedstawiam Lenę alias Leninę, Leningrad, Lenuszkę czy też Leniuchę, czyli moje kudłate słońce.

sobota, 9 lutego 2013

Klamka zapadła

   Nie mam dla siebie litości, zamiatam właśnie filiżankę różaną pełną czekolady. Zmrożone zimą kończyny grzeję przy kominku, stęskniony pies robi za bambosze, każdy ma jakieś ważne sprawy i nikt nie mógł mnie uraczyć swoim roześmianym towarzystwem. Ja również miałam dzisiaj ważną sprawę. Mój dom został bez klamki do drzwi wejściowych. Nie byłby to problem, w sklepach są całe ściany klamek w różnych typach i kolorach, ale nie do moich drzwi. Do moich drzwi klamki są rzadkością, z racji małego popytu, wybór jest żaden i to dosłownie. Dlatego nękana nadzieją i też potrzebą doznań estetycznych objechałam całe miasto i pół tego obok i na końcu tego obok kupiłam coś, co pozwoli mi zamknąć i otworzyć dom, ale moich doznań estetycznych nie nakarmi. Jest jednak jeden pozytywny aspekt sprawy. Stolarz który zrobił mi drzwi przestanie być od dzisiaj przeklinany, ponieważ wnikliwość w ciało drewniane sprawiła, że od dziś do zamykania ich nie są potrzebne dwie ręce i siła parta. Jest też więc nadzieja, że już nie stracę więcej dnia życia na szukanie klamki, która nie istnieje, bo nie będę musiała znęcać się nad tą, która czuwa od dziś przy wejściu do mojego domu.

     Po miesięcznym pobycie w nadmorskiej krainie, gdzie zabrałam czarne, szare, szare i czarne, zatęskniłam za kolorem, więc...pelerynka niewidka zawisła w szafie na jakiś czas...a ja cieszę się odkrywaniem na nowo swoich kolorowych ubrań oraz dodatków i przekłada się to na radość ogólną z rzeczy, które były dla mnie niedostępne.


    ciuchy - staruchy :)
    broszka - ThimbleLady


niedziela, 27 stycznia 2013

Rzeźbiąca zima

     Czasami w życiu następują niespodziewane zwroty akcji...Spełniło się moje pragnienie ujrzenia brzegu morza skutego lodowymi rzeźbami. Marzyłam o tym od dziecka. Nie składało się, bo albo bywałam nad morzem latem, albo zimą, która nie mroziła nic prócz serca. Tym razem zmroziła przepiękne krajobrazy. Zdjęcia nigdy tego nie oddadzą, bo na zdjęciach można zobaczyć wszystko i jednocześnie nic. Trzeba to przeżyć, dotknąć gładkiego lodu budującego się warstwami fal, spędzić trochę czasu na brzegu wielkiej wody, która zieje chłodem przedzierającym się przez najszczelniejsze fragmenty ubrania, mrożąca oddech, malująca nos i policzki, zatrzymująca wskazówki zegara i ciała.  Zima wędrująca  szklanym brzegiem, odbierająca życie  niemal w mgnieniu oka. Kolorowe bywają tylko ptasie dzioby i nogi, reszta osnuta jest mistyką szarości i paletą błękitów. Zatoczyłam koło, ucieszyłam się jak dziecko.  
    Natura piękna i okrutna, żyje własnym życiem, czasami zagląda do domu i wyrywa z bajkowych krajobrazów naiwności, skuwa lodem to czego dotknie i odchodzi...Po zimie nie wszystko budzi się do życia, niektóre sprawy zostają martwe na zawsze...







wtorek, 22 stycznia 2013

Zimowe morze...


 ***

zimowe morze
odsłania i zasłania
niczym skrawek płótna
cielesną zawiesinę
duszy obłakanej
w próżności serca
w sobie zakochanej
wiotkie nogi bez życia
bladej marionetki
w ciele zimnej wody
tańczą dance macabre
jak fusy w szklance
wirują pod łyżką
snują się pod falą
włosy cięte mrozem
w głębinie  smutku
zimowe morze
śnieżynkę porwało
uderzeniem zabrało
punkcikiem zapisaną
w historii tragicznej
księżniczkę zaniedbaną

***








czwartek, 3 stycznia 2013

Futro na klacie

   Troszkę się przeprosiłam z kolorami i zapuściłam futro w kolorze turkusu. W nowy rok weszłam z dodatkowymi kilogramami, ale nie postanawiam sobie nagle się ich pozbyć, za ciężko mi to przychodzi. Chciałabym w tym roku, żeby mi się w ogóle chciało cokolwiek...





****
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...