Nie wiem co zaszło między mną a moją codziennością, ale uległam zmianom, wewnętrznym, ale co za tym idzie, odbijam jak lustro. Zastanawiam się, czy reaguję jak skóra kameleona na otaczającą mnie aurę szarości, wyłaniających się spod śniegu skrawków martwej gleby, trupków liści, zgniecionej trawy, mokrych kikucików drzew...?Jestem szara, czarna, ascetyczna, odstawiłam wisiorki, kolczyki, paski, wzorki, koronki...wszystko co tuliło mnie jak bajka. Wyłączyłam się z życia blogowego. Przeczytałam gdzieś, że zostawianie komentarzy pod cudzymi postami to reklama i generalnie obciach, a już szczególnie u tych najbardziej poczytnych, więc przestałam je tam zostawiać, bo poczułam ogólne obrzydzenie, że świat w każdej drobince musi mieć posmak obłudy. Przestałam pisać wirtualnie, przeniosłam się na papier, ale bez jakiejś kosmicznej weny. Zdjęć nie robię z banalnej przyczyny, wychodzę z domu jak robak, po zmroku, innej opcji na razie nie ma. Kolory powoli znikają, a jak już coś do mnie przylgnie, bo jeszcze niedawno to zakupiłam, to czuję się dziwnie przymuszona i nienaturalna. Może znowu ktoś we mnie zamieszkał i myślę, że wiem nawet, gdzie najchętniej sadza dupsko, bo mam tak rozciągniętą skórę pod oczami, że zmieściłabym tam poczekalnię pełną demonów. Grzywka smaga mi powieki, już dłuższej nie zapuszczę, bo już teraz słabo widzę, po nos chowam twarz w futrzany komin, a parę dni temu nabyłam płaszcz, w którego kapturze mogę schować całą głowę i tak czuję się dobrze... ostatnio...
****
jest cicho...w mojej głowie kleszczy ból
oblał mi połowę twarzy i wystaje trochę uchem
tak od rana nie kojarzę co się stało, co się dzieje?
specyfiki w pomarańczach i kapsułki białe pchełki
łykam sobie w międzyczasie
gdy nie zwijam się w embrionik
...
nawet łza mi jedna cieknie
jakoś tak bez mojej zgody oko samo zapłakało
jestem sobie obraz nędzy czy rozpaczy,
jak kto woli
no bo średnio raz w tygodniu
tak kurewsko łeb mnie boli
****
****************
















