Kolejna przeróbka, która dopiero w tym roku doczekała się końca. Było cięcie, malowanie, szycie i obdzieranie podeszfy z trapera...Materiały użyte to: stare buty, torba i bluzka (!) Taki oto efekt...
środa, 13 sierpnia 2014
wtorek, 22 lipca 2014
Czerwone trzewiki
...Są podobno symbolem nieskazitelnego, osobiście utkanego według potrzeb i marzeń życia. Jednocześnie symbolem utraconych wartości. Noszę sobie czasem czerwone trzewiki i zawsze miały dla mnie moc przenoszenia w inny wymiar. Kiedyś napisałam opowiadanie o czerwonych drzwiach, które przenosiły w inny świat...Czerwona szafa, czerwona sukienka, czerwień jak krew, czerwień życiodajna lub czerwień symbolizująca wykrwawienie, utracenie a nie drapieżną, nieograniczoną siłę. Najlepiej czuję się pod wielkim rondem kapelusza, kiedy mnie nie widać. Czy w którymś momencie ktoś przestał mnie komplementować, czy kiedyś to robił, czy robiło to na mnie wrażenie? Pod rondem kapelusza jest wielka, czarna dziura. Nie ma piękna, jest kompleks. Infantylne pożeranie pluszowych misiów, owieczek i kotków. Pielęgnowanie zapomnianych lalek. Zawieszanie koronek i haftowanych kwiatków. Ręcznie dziergane dywaniki, ręcznie szyte serduszka, bo to co robi się samemu jest lepsze od czegokolwiek. Kiedy robimy coś sami od podstaw to jesteśmy potem dumni, więc kiedy stajemy się sami za siebie odpowiedzialni, to jest to największa wolność i największe źródło energii, którą potem, pomnożoną, można się dzielić. Czy ja kiedykolwiek utkałam sobie sama swoje czerwone trzewiki? Chyba tak skoro ciągle bije mi szybciej serce, kiedy patrzę na ich podróbkę...Już nikt nie zabroni mi po nie sięgnąć...Mój głód wyzwala we mnie bestię żądną własnej woli.
zdjęcia Marta Tłuszcz
czwartek, 26 czerwca 2014
Cynamonowa dziewczynka
Jeszcze niedawno wyglądałam normalnie, w miarę. Dzisiaj moja waga dokonuje pomiarów, dzięki którym dłonie sięgają mi kolan, a czołem szoruję o podłogę, zostawiając na niej ślady łez. Wystraszona dusza ucieka daleko i nie ma mnie kto pilnować. Jak szczur zaglądam w każdy zakamarek, szukając słodkiego ukojenia. Obciążona genetycznie krytyczną myślą, chorym sercem i cukrzycą myślę, że jak nie ozdrowieję teraz, to już mi się to nigdy nie przytrafi. Zostaje mi coraz mniej czasu na przebudzenie. Staram się ruszać, żeby zamarzające pomysły mnie nie unieruchomiły, ale to działanie zaczyna hamować i boję się co będzie, jak mój mechanizm zatrzyma się na dobre. Próbuję się dokopać do swojej cynamonowej dziewczynki, żeby przytulić w chwilach słabości i nauczyć się od niej naturalności i bezwzględności w pomysłach. Do dziewczynki, która miała prawo chodzić rozczochrana, chodzić w spodniach i siedzieć z rozkraczonymi nogami, do dziewczynki która plecie i przeplata o pogrzebach, trumnach i duchach, która maluje spodnie farbami i spina dziury agrafkami, która farbuje włosy na rudo, pali papierosy a na ścianach zamiast tapety przykleja gazety. Wszystkich tych rzeczy mi zabraniano. Dzisiaj czuję, że nie wolno mi być sobą, że wszyscy muszą mnie lubić, że nikt nie może powiedzieć o mnie złego słowa. Muszę być miła i bezproblemowa dla otoczenia. Jednocześnie powinnam malować ładne obrazy, które ktoś zechce powiesić sobie na ścianie nad łóżkiem bądź kanapą w salonie. Ludzie chętnie doradziliby mi jakich kolorów używać, jak gęsto nakładać farbę i jakie tematy poruszać. Tymczasem, ponure obiekty i inspiracje gromadzą się w mojej głowie i robi się tam bałagan. Nie wiem za co się zabrać. tak sobie tyję na wielu płaszczyznach. Siadam i nic nie robię, bo nie wiem po co sięgnąć najpierw, w co się zaangażować. Moja tęsknota robi się cięższa ode mnie, zaczynam mieć problem, żeby ją ze sobą dźwigać. Czasem kusi mnie żeby ją zostawić, porzucić, nigdy po nią nie wracać. Dopasować się, stać się ukochaną, cichą i pokorną uczestniczką życia. Problem w tym, że ona jest przyrośnięta, a ja ciągle boję się ją odciąć, bo boje się, że wtedy to już całkiem umrę i będą nici nawet z tego ułożonego i cichego powielania stereotypów. Dlatego ciągle jej szukam, tej przestraszonej duszy, tej schowanej dziewczynki, która utknęła w szeregu i ciężko ją dostrzec, przyciągnąć, pocieszyć...
Też macie z tym problem, czy szereg jest dla was atrakcyjnym miejscem i spełnieniem roli w życiu?Nie uwierzę, że wszystkie lubicie zaliczać podpunkty prawego funkcjonowania w społeczeństwie. Jak znosicie bycie miłą dla ludzi, których nie trawicie, tylko po to, by nie ukruszyć nic ze swojego porcelanowego, idealnego wizerunku?
zdjęcia Marta Tłuszcz
piątek, 20 czerwca 2014
Lalka II
Zajęłam się przeżywaniem, pisaniem i naprawianiem życia i zniknęłam. Nie na zawsze jednak. Potrzeba sięgania po działania inne niż praca, dom jest niezwykle silna. Oddzielenie tych działań od codzienności też dobrze zrobiło. Poczucie wyjątkowości i ważności stało się mocniejsze. Kiełkuje sobie świadomość i siła, a uczucie jest bardzo przyjemne i nieznane dla mnie wcześniej. Mimo potworów, które kroczą ze mną i co jakiś czas zaglądają mi w oczy , by sprawdzić czy przypadkiem nie gaśnie w nich życie, idę sobie do przodu. Jeszcze nie dziarsko, to dla mnie bardzo obce, ale całkiem sprawnie. Jeżeli ta droga nigdzie mnie nie zaprowadzi , wybiorę inną, a taką możliwość uważam już za sukces...
zdjęcia Marta Tłuszcz
***
ściany falują
od wiatru jej duszy
kolory
na karuzeli wzroku
skaczą z miejsca na miejsce
dźwięki
szczerzą kły
kiedy staje twarzą w twarz
lustro kruszy się w pył
r. 2001
sobota, 26 kwietnia 2014
Czerwona jak cegła
Trzydziesta trzecia rocznica rozpoczęcia tułaczki przez ludzki tunel boleści. Pod czujnym okiem udało mi się dotrwać do chwili, kiedy znalazłam swoje miejsce na ziemi. To było wnikliwe oko. Nigdy nic sobie nie złamałam ani nie otarłam się o śmierć. Jedynie zepsułam sobie skrawek ciała bezpowrotnie i boleśnie, wykorzystałam moment, kiedy oko było zwrócone w inną stronę. Potem już nikt niczego nie kontrolował. Podejmowałam sobie decyzje, jak w grze, nie biorąc pod uwagę, że gdzieś popełniam jakiś błąd. Mam wciąż zakrzywione poczucie, że w pakiecie mam kilka żyć. Czy chciałabym coś zmienić? Zdecydowanie. Jedną z tych rzeczy jest lenistwo, które oplata mnie jak bluszcz. Zaniedbana pod względem panoszącej się rośliny, już prawie mnie nie ma. Jestem jak macewa ukryta wśród drzew. Coś skrywa, ale już nikt nie pamięta co. Sama zaplotłam się w kokon i złożyłam do grobu. Więc przydałby mi się mały porządek na stole, gdzie panoszy się stado farb, pędzli i materialnych osobliwości z historią nadgryzioną wilgocią lub kornikiem. Stare zdjęcia, skrzyneczki, listewki...Nie ma na co czekać. Dałam sobie spory zapas. Przez siedem lat muszę uporządkować ten stół, a śmieci wysłać w świat jako wartościowe dzieła. Jeżeli ktoś chciałby mi czegoś życzyć, to właśnie tego...
wtorek, 22 kwietnia 2014
Stokrotki, wróżki i kryształy światła
Jak przez serce strzała uczuć lub śmierci, czasem przez życie przemknie strzała czasu, który zakrzywia przestrzeń. Ludzka energia wypływa ze środka, z potrzeby dotknięcia jakiegoś innego obrazu rzeczywistości i tworzy zupełnie inny świat. Kobiece ciało wyłania się z warstwy skostniałej struktury, w białej szacie, jak przebiśnieg walczący z mrozem. Odkrywa swoją delikatność, przeźroczystą, cienką skórę wrażliwości. Budzi pragnienie piękna, subtelności. Odkrywa tęsknotę za baśniowym światem. Odkrywa swoje serce, które staje się nagie i bezbronne. Kobieta ulotna, kobieta wróżka, kobieta gładka jak kwiatowy płatek i delikatna jak dmuchawiec...Jej marzenia o świecie pełnym magii...na chwilę spełnione...
Piękne Wróżki które odwiedziły mój ogród i szafę Panna Lila i Panna Marta
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Niedopowiedziane
Jak listy, kolorowe i pachnące, wysyłam tkaninowe marzenia, infantylne pamiątki. Groszki, truskawki, różyczki, stokrotki wędrują to tu to tam, wywołując uśmiech. Nawet beż stał się kolorem, płowy granat jest nie do przyjęcia...Trochę zaczęłam się wybielać, ale jakoś bez przekonania, bo zimno znowu i wietrznie, a płatki drzew owocowych fruwają i przyklejają się do zimnej, zmoczonej deszczem ziemi. Szarzeją. Gałęzie obrastają w liście i przestają pachnieć. Jestem ciągle czarna, rozmazana. Momentami przybieram kolor zachmurzonego nieba lub liścia zamienionego przez zimę w szkielet. Uszczuplam cebulę, ale owijam się grubym szalem. W prostocie szukam szczegółu, który rozbije moją ponurość. Czasem jest to warkocz, czasem wijący się frędzel, nierówna faktura, czasem kamień księżycowy lub kryształ pełen światła, a czasem chciałabym by było to nic. Tylko lejąca tkanina, bezbarwna, bez potrzeby upychania pod nią falującego ciała, wolna stopa, delikatnie otulona prostym szyciem, gładka dłoń, lekkie włosy, puste uszy i myśli...Takie wniebowzięcie bez obciążeń. Spacer w chmurach, taniec z wiatrem...Lecz...unikanie nałogów słabo mi idzie i staję się coraz cięższa...Zamiast nieba, ciągnie mnie do ziemi, czarnej, brunatnej, masywnej, przybliżam się ciężarem do niej...i dlatego wolę być taka niedopowiedziana, jak ziemia niczyja...
sukienka, szalik, kamizelka, sweter, buty - sh
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





































