sobota, 4 maja 2013

Spódnica jak zachmurzone niebo

   
podróże po róże
w kieszeni
schowane na później
nocne kołysanki
odłożone na półkę
szmacianka w falbankach
jak orzech w skorupie
zimuje-oczekuje

już nie protestuję

z płatków śniegu stroje
są całkiem nie moje
i ściany w kolorze
nie zdążyłam wymyślić
poczekają
może...

ten świat zakręcony
nie mój - odłożony
na potem
na jutro
bo teraz jest smutno
bo wszystko zasnęło
na chwilę
potrzebną...







Niedawno zobaczyłam w sklepie Carry spódnicę, która skojarzyła mi się z zachmurzonym niebem. Na początku chciałam ją kupić, ale potem stwierdziłam że zrobię sobie taką sama. Nie było to bardzo skomplikowane. Trzeba ufarbować spódnicę tak, żeby nie wyszło, czyli każdy da radę. Ta którą widziałam nie miała guziczków, moja ma dodatkowo liściasto-kwiatkowe guziki.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Mrok

    Było chłodno i już dość ciemno, stąd ten zdjęciowy mrok. Pozwoliłam sobie ściągnąć kolory, bo i tak wszystko co mam na sobie i w sobie ma odcienie szarości i czerni.
  








***

sen, olej na płótnie + collage,

czwartek, 25 kwietnia 2013

Szybka akcja i zielona komórka

    Szybka akcja, czyli odebranie stołu od jednej babci dla drugiej babci, ale jaką ta pierwsza babcia, od której był stół dla drugiej babci, ma komórkę... Drewniana i zielona, jak dom w którym kiedyś mieszkałam...

    Stare komórki są reliktami domowej świetności, powinno się je zwiedzać jak zamczyska. Mam słabość do drewna i łuszczącej się na nim farby, do zardzewiałych klamek, zawiasów, kłódek i kluczy, do nagromadzonych na drewnie śladów przeszłości. Pierwsza babcia śmiała się ze mnie...zdjęcia na tle komórki...






piątek, 19 kwietnia 2013

Urodziny

Urodziny były, co mi tam, przyznaję się, trzydzieste drugie. Z tej okazji udziergałam sobie koka. Niestety nie pasują mi już, z racji wieku, elementy które kojarzą się ze starością. Kiedy byłam młoda, bardziej niż teraz, można było się postarzać, teraz trochę mi to szkodzi. Dodatkowo czułam się jakbym miała na głowie kilo ziemniaków. Jednak, uznałam że się pokażę, bo...prawdopodobnie był to pierwszy i ostatni raz...



piątek, 12 kwietnia 2013

Wiśniowa teczka na wiosnę

  Tego, że nareszcie idzie wiosna, nie trzeba chyba ogłaszać. Futro wcisnęłam już w kąt szafy, a najlepiej to wyniosę je na strych, choć tam mogłoby się stać pożywką dla intruzów małej maści, niech więc zostanie w szafie, może za rok jeszcze się w nie wcisnę. Bocian i przebiśniegi to nie wszystkie zjawiska wiosenne jakie mnie otoczyły, pod domem walczy pączek krokusa, na ogródek przyleciał Dudek, a spod parapetu zaczęły wychodzić mrówki. Tak, życie zaczyna się budzić.

    Inni zrzucają kilogramy na wiosnę, a ja dietę zarzuciłam. Niestety, nie potrafię schudnąć, nie potrafię nie jeść słodyczy, nawet dietetyk nie dał rady, więc...staram się zaakceptować swoją wielką nogę i gadający pępek i jakoś żyć. Przyjęłam pozycję noszenia worka za tyłek, legginsów i ciężkich butów. Na razie to nie problem, gorzej będzie latem, ale do lata daleko, może spóźni się tak jak wiosna.

   Nowy nabytek to wiśniowa teczka, od paru dni nieodłączny nosiciel moich rzeczy podręcznych, wbrew pozorom bardzo pojemny.




poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Fioletowy patchwork

    Malarska plątanina odcieni fioletów, przepełniona impulsami z przeszłości leży na moim łóżku i przykrywa pościel w polne kwiaty, która miała zwiastować wiosnę... Moja nowa narzuta, to moje wspomnienia, skrawki materiałów, z których każdy o czymś przypomina. Szczególnie sentymentalny stosunek mam do tych fragmentów, które kojarzę z dzieciństwem, z moją babcią, z którą 10 lat temu zaczęłam ją szyć. Przedłużająca się zima skłoniła mnie do jej skończenia...



... i jak co roku troszkę pisankowych wariacji:



poniedziałek, 4 marca 2013

Powroty z zaświatów

    Zima troszkę nam się zjesienniła. Zjesienniona zima momentami zaczyna przypominać wiosnę, kiedy mocniej zaświeci słońce.To już podobno niedługo. Ja czuję to w powietrzu, kiedy nocą wypuszczam psa na ogród. Wtedy lekki wiatr ma już ten specyficzny zapach. Zapach roślin, które wychylają się spod ziemnego kożucha. Zapach pączków drzew, które szykują się do opuszczenia mechatych łupinek. Zapach wilgoci, która przestaje zamarzać...Do tego, w trakcie dnia przychodzi moment, kiedy zaczynają śpiewać ptaki w tak wyjątkowy sposób, że nie da się tego z niczym pomylić. 
    Lubię ten stan przebudzenia...Lubię ten żywy odcień zieleni. Lubię kiedy ogród pokrywa się miękkimi krążkami kwitnącej śliwki, jak cała huczy od pyłkowej imprezki. Jak podróżnik przemierzam rabatki wypatrując starych znajomych. Niektórzy są wciąż w tym samym miejscu, co rok. Uwielbiam moment, kiedy wsiadam na rower i jadę w pewne miejsce skryte wśród starych drzew, które porośnięte jest gigantyczną powierzchnią drobniutkich fiołków. Słucham jak śpiewa wysokie napięcie, a za wałami podglądam roztopowe jezioro. 
...a przede wszystkim chowam futro w najciemniejszy kąt szafy, przestaję chorować i witam się z życiem, które wraca z zaświatów...






 ***
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...