sobota, 20 lipca 2013

Giętkie kwiaty, fruwające nasiona, leniwe owady...

    Uwielbiam kiedy rozedrgane światło popołudniowego słońca wpada do domu. Wpada silnym uderzeniem na ściany, obrazy, meble, dekoracje. Rozbija się, tańczy cieniami chudych gałęzi i lekkich liści o anonimowych kolorach. Giętkie kwiaty, fruwające nasiona, leniwe owady goszczą w domu. Światło sprawia, że człowiek rozchyla skrzydła nieświadomy ich posiadania. Przechodząc z pomieszczenia do pomieszczenia prawie leci w trakcie prowizorycznej czynności drapania się za uchem, odgarniania niesfornego kosmyka, oblizywania suchych ust...Słońce ma całkiem nietajemniczą moc poganiania do życia....










Fotografował Jacek Kowalski
Pozowała również Sabina "Czarna"
 Wykorzystano zasoby mojej szafy

...a to moja mała luźna wizja, która zaskoczyła mnie swoją malarską nutą i prawdopodobnie stanie się inspiracją do obrazu:





środa, 17 lipca 2013

Kłębek

   Czasami zwijam i pielęgnuję mechaty, ciężkostrawny kłębek nerwów. Uwijam nitka za nitką. Jak przestaje się obracać w rękach i ma rozmiar sporej piłki, pakuję go do buzi. Wpycham głęboko, aż sięgnie serca, tam zaczyna pączkować. Rozdziera mi klatkę piersiową. Rozpycha mnie i tylko czasami coś wycieknie mi z oka, bo już za dużo tego..





sobota, 13 lipca 2013

100

  Słyszę jak równomiernie oddycha zmywarka, pracująca nocą pomoc kuchenna. Wilgotna i mroczna kurtyna okryła dom. Światło tli się tylko w jednym pomieszczeniu. Siedzę z włosami zaplątanymi w różowo-czerwone wałki, powieki mi opadają, czuję ukojenie kiedy na chwilę zaciskam oczy. Mimo pory, nie przekroczył progów żaden duch, oprócz samotności. Mniejsze ode mnie istoty już dawno popłynęły w krainę marzeń sennych. Jedne śnią o metalowych samochodzikach i rakietach kosmicznych, drugie o szczeniakach, a te trzecie pewnie o wolności, życiu poza domkiem z druta. Woda obmywa brudy dnia, talerzyki i kubeczki, łyżeczki małe i te duże, widelczyki i miseczki, myje, my-je, stuka, stu-ka, jak sunący w obranym kierunku pociąg, zapisujący dźwiękiem każde łączenie szyn. Głowa prawie spada, leniwie przechylając się to na jedno, to na drugie ramię, raz do tyłu, raz do przodu. Jeszcze chwila i sama poturla się do łóżka. Wygięty w literkę kręgosłup już poszedł spać, nie podtrzymuje już sflaczałych mięśni, więc wychodzą z nory wszelkie zaniedbania ciała i ducha. W szczelinach fałd znajduję już zarys własnej starości. Brakuje mi tylko błota na twarzy jako koronacji dnia. Zmęczenie siada mi na klacie, brakuje mi powietrza. Podobno ziewanie skraca życie. Każda chwila senności zbliża mnie szybszym krokiem do końca. Ziewam tak, że mogłabym połknąć Księżyc, gdyby dzisiaj świecił. Jeszcze chwilka, wrzucę zdjęcia i załaduję swój setny post, potem pójdę boso, schodami na górę i padnę w objęcia bezwonnej lawendy. Przy ulicznym złodzieju ciemności, zaglądającym co noc przez małe okienko, chcącym się załapać na skarby wyobraźni, zamknę oczy i poczekam sobie aż wstanie kolejny dzień pełen lata i starć z zegarem życia...






poniedziałek, 8 lipca 2013

Granatowe paseczki, przeróbki i pozostałości...

  Sukienka w drobne niebieskie paseczki, z zakładkami nad biustem, rozkloszowana, zapinana na plecach na guziczki, to było coś czego szukałam bardzo długo, bo dostępne rozmiary nie były na moje obfitości przygotowane. Ta sukienka również, ponieważ była o dwa rozmiary za duża. Kupiłam ją jednak za grosze w sh, dlatego skusiłam się na nią podejmując próbę dopasowania jej do siebie. Udało mi się, dorobiłam nawet brakujący guziczek powleczony materiałem w paski, który został z wycinków ze zwężania. Torebeczka została mi ze sklepiku, który kiedyś prowadziłam. Sklepik nazywał się Zielony Anioł i obfitował w różne piękne, oryginalne rzeczy, ale jak to bywa u nas w kraju, to co małe i niszowe najczęściej wypada z gniazda i umiera. Więc, mój anioł umarł jak maleńki wróbelek, którego znalazłam ostatnio na ogrodzie, nie nauczył się latać, nie przeżył nocy poza gniazdem. Po tych trudnych przygodach z rękodziełem i unikatami została mi torebka, nie jedna oczywiście i wiele innych rzeczy robionych ręcznie lub wyszperanych... 






poniedziałek, 24 czerwca 2013

Podomka

     Niemal zawsze desenie podomkowe przyprawiały mnie o szybsze bicie serca. Dzisiaj to domowe wdzianko ma dla mnie dodatkowy wymiar, bo już nie tylko wzór, ale fason sprawia, że uruchamia się w mojej głowie projekcja o dzieciństwie. Moja mama nigdy nie chodziła w podomce, ale babcia to już co innego. Miała ich kilka, przynajmniej w czasach, kiedy jeszcze nie musiałam chodzić do szkoły i dopiero poznawałam podwórkową agresję starszych koleżanek i kolegów zresztą też, która odcisnęła pierwsze piętno na moim poczuciu wartości i potrzeby istnienia w ogóle. W każdym razie podomka była wcześniej, wcześniej niż wszystko i była nieodłączną częścią kogoś, kto kochał mnie ponad wszystko. Snuje się za mną zapach kanapek z pomidorem, albo z masłem posypanym solą lub cukrem, które babcia, właśnie w tej podomce, przygotowywała dla mnie, jak ja harcowałam pod blokiem w piaskownicy, albo domku z krzaków. Herbata zwykła, czarna, tylko bardzo słodka, kopytka z cukrem, pierogi z serem i cukrem, naleśniki z cukrem, makaron z cynamonem i cukrem, ryż z jabłkiem i cukrem...Moja babcia siedząca w kuchni, oświetlona bladym światłem, paląca popularne, z wałkami na głowie lub kopką loków, zawsze czekająca z czymś dobrym do jedzenia (mojej miłości do kotletów i buraków nie będę poruszać, ale zdarzało się też, że babcia czekała z takim obiadem, niestety) i w tych kwiecistych lub groszkowych podomkach...Wspomnienia to nie tylko zapachy, smaki, to też fasony, charakterystyczne desenie, materiały...Jak zobaczyłam tą sukienkę, od razu skojarzyła mi się z podomką, a cała reszta poleciała jak strumień...dlatego sukienka znalazła miejsce w mojej szafie. W podomce można się poczuć jak w rodzinnym domu, jak kto ma co wspominać...Można też wyglądać po prostu jak "babcia"...






Dzisiaj kanapki wyglądają trochę inaczej, a babcia nigdy nie pozwoliłaby mi na posiadanie takiego wielkiego, kudłatego i leniwego psa...

wtorek, 18 czerwca 2013

Teatr

  Czasem pojawi się jakaś dobra dusza, która wyciągnie mnie z potarganych gaci i domu, którego ściany i bibeloty pochłaniają bez reszty...Baa, nawet zakładamy sobie razem szpilki i wzdychamy do siebie jak do najpiękniejszych kobiet świata, podziwiając swój urok osobisty i powierzchowny. To dobrze robi chyba każdej kobiecie. 
  Teatr sprzyja teatralnym strojom. Zawsze wykorzystuję taką okazję, żeby wyciągnąć jakieś perełki. Tym razem jest to żakiet i torebeczka. Do żakardowych i gobelinowych motywów mam słabość od zawsze, pewnie dlatego, że to motywy pałacowe, a one znowu to nieodzowne elementy bajek. Po nitce do kłębka i znowu chciałabym być księżniczką lub snującą się po świątyni dumania zjawą...
  Teatr był całkowicie niebajkowy, brutalny, ponury, smutny...ale myślenie i obcowanie ze sztuką też dobrze robi człowiekowi...





 
Śpiąca królewna, jedna z kilku, ten temat zawsze będzie za mną chodził...

...a w ogrodzie całkiem żywa i nieśpiąca królewna, kupiona jako badyl, bez informacji o tym co za badyl i co z niego będzie, czasem warto zaryzykować:




wtorek, 11 czerwca 2013

Kiedy pada deszcz...

...często stoję w oknie i obserwuję jak mój ogród tonie we łzach...
jak kwiaty uginają się pod ich ciężarem
jak wsiąka w nie cała masa smutku
jak płatki zaczynają pękać żyłkami rozpaczy
jak przepita trawa nabiera nienaturalnej zieleni
jak drzewom opadają ręce
jak ptaki chudną w oczach
...otwieram okno i czuję zapach napuchniętej wodą ziemi...
poranek płacze, dzień płacze, wieczór płacze
woda wdziera się w szczeliny
puka w fundamenty
usypia czujność
deszcz polewa ducha smutną otuliną...
jestem wtedy nieprzytomna
piję litry kawy, szperam w skarbczyku słodyczy i spowalniam ruchy
staję się jak snująca się tkanina, gubiąc za sobą leniwe nitki






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...